Plus Minus: Gdy rozmawialiśmy, dzień przed napaścią Rosji na Ukrainę,
nie spodziewał się pan pełnowymiarowej wojny konwencjonalnej – z
bombami, ostrzałem rakietowym, atakami na dzielnice mieszkalne, żłobki,
przedszkola, szpitale. Jak pan sądzi, dlaczego do tego doszło?
Rzeczywiście, sądziłem, że nawet jak dojdzie do użycia sił zbrojnych, co
już wtedy wydawało się przesądzone, to będziemy mieli do czynienia z
wojną – jeśli można użyć takiego określenia – „podprogową", która będzie
miała przede wszystkim wymiar psychologiczny, hybrydowy i będzie się
dobrze sprzedawała w rosyjskiej propagandzie. Że nie będzie ona trwała
dłużej niż dwa–trzy dni, a użycie wojska zostanie ograniczone do
obszarów wschodniej Ukrainy i może niektórych obiektów wojskowych na
północy kraju. Przyjęcie takiego scenariusza osłabiłoby możliwe
negatywne reakcje świata, a z czasem niektórzy przedstawiciele mocarstw
zachodnich być może znów zaproponowaliby jakieś nowe porozumienie
Ukrainy z Rosją, coś w rodzaju „Mińsk 3".
Ale Putin poszedł inną drogą.
Informacje wywiadu amerykańskiego i brytyjskiego okazały się nad wyraz
precyzyjne. Szef państwa rosyjskiego zdecydował się na frontalny atak,
żeby zdestabilizować Ukrainę, zniszczyć jej zdolności obronne i cały
system kierowania państwem. On chce nie tylko osłabić Ukrainę, ale ją
rozczłonkować i podporządkować Rosji. I nie obchodzą go ani aspekty
humanitarne, ani – przynajmniej na razie – reakcja cywilizowanego
świata. Zadbał, żeby do obywateli Rosji nie docierała żadna niezależna
informacja. Ostatni rozmówcy Putina, prezydent Francji Emmanuel Macron i
kanclerz Niemiec Olaf Scholz, zaobserwowali z lękiem, jak wynika z
różnych przecieków z ich otoczenia, niepełną równowagę psychiczną tego
człowieka.
Putin ma na punkcie Ukrainy prawdziwą obsesję maniakalną i często daje
jej wyraz. Pamiętam jego wściekłą reakcję po dosyć niewinnej wypowiedzi
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w jakimś wywiadzie prasowym w 2005
r. – nasz prezydent zauważył wtedy, że istnienie niepodległej Ukrainy
jest gwarancją, iż nigdy nie odrodzi się w starym kształcie imperium
rosyjskie czy radzieckie. Potem mieliśmy wypowiedź Putina w Bukareszcie o
Ukrainie jako upadłym i niespełnionym państwie. Następnie wystąpienie w
Monachium, a ostatnio różne pseudohistoryczne rozprawy. Czy to nie jest
dowód obsesji?